W środę 30 października przypada rocznica śmierci ks. Prałata Tadeusza Cabały – budowniczego naszego kościoła.
Zapraszamy do modlitwy za kapłana podczas Mszy św. o godz. 18.00.
W tym roku mija 10 lat od śmierci ks. dr Tadeusza Cabały, budowniczego naszego kościoła i honorowego proboszcza naszej parafii.
Ksiądz Tadeusz urodził się 26 maja 1917 roku w Borównej w diecezji tarnowskiej, w rodzinie religijnej. Już od chłopięcych lat aż do matury służył do mszy św. Pragnął zostać księdzem, jednak pod wpływem ojca wstąpił do Szkoły Podchorążych, gdzie dał się poznać jako dzielny żołnierz i dobrze zapowiadający się oficer. Kiedy, w szczerej rozmowie z dowódcą przyznał ,że chciałby zostać kapłanem, oficer pomógł mu w uzyskaniu zwolnienia z wojska.
W 1938 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie, gdzie odbył studia filozoficzno-teologiczne, z małymi przerwami w czasie wojny. 25 maja 1947 r. z rąk biskupa Kazimierza Kowalskiego przyjął święcenia kapłańskie w Pelplinie – święcony dla Gdańska. Dnia 5 lipca 1947 r. po złożeniu egzaminów przed Komisją Egzaminacyjną U. J. nadano księdzu Tadeuszowi Szymonowi Cabale stopień Magistra Teologii.
Jako młody ksiądz dał się poznać już w pierwszych latach posługi kapłańskiej jako osoba pracowita, obowiązkowa, pomocna, wrażliwa na los ubogich i zapomnianych. Cechował go nieprzeciętny idealizm, jak wspomina ks. Dr Władysław Węgiel – rektor seminarium w Tarnowie. „ Proboszcz bardzo go chwali i prywatnie w rozmowie ze mną i w piśmie do Kurii. Był także zawsze pobożnym. (...) Według mych przewidywań – w Seminarium jestem już lat 17 – jest w Cabale materiał na kapłana nieprzeciętnego.”
Ksiądz Tadeusz Cabała pracował w wielu parafiach diecezji gdańskiej m.in.: M B Bolesnej w Gdańsku, Św. Michała w Sopocie, Świętej Rodziny w Gdańsku – Stogach, Św. Stanisława Biskupa w Gdańsku Wrzeszczu do czasu, kiedy 1 maja 1975 r. został Rektorem kościoła Św. Andrzeja Boboli w Sopocie.
Wszyscy uczęszczający do naszego rektorskiego kościoła zgodnie podkreślali, że była to postać niezwykła. Dał się poznać jako osoba otwarta, wrażliwa na potrzeby ludzi i gorliwy kapłan zawsze służący pomocą, nie tylko duszpasterską. Każdego dnia był w konfesjonale na pół godziny przed rozpoczęciem mszy św. Spowiadał wszystkich chętnych i jeżeli zachodziła taka potrzeba nawet opóźniał jej rozpoczęcie. Dla każdego miał podnoszące na duchu słowa otuchy, uświadamiające penitentowi przede wszystkim to, że jest ukochanym Dzieckiem Bożym.
Bardzo dbał o właściwą oprawę liturgiczną uroczystości kościelnych. Szczególnie starał się o uczestnictwo w nich dzieci i młodzieży. Zbierała się zawsze niemała gromadka, którą ksiądz Tadeusz częstował słodyczami. W Święto Bożego Ciała, by podkreślić wspólnotowe radowanie się, po procesji zapraszał wszystkich ministrantów ( a było ich wówczas przeszło dwudziestu) na kebab i duże lody do Włocha. Wszystkie dziewczynki sypiące kwiatki oraz młodzież niosącą chorągwie, feretrony i poduszki w czasie procesji Bożego Ciała i jego oktawy, obdarowywał czekoladkami i ciasteczkami ( których zdobycie w ówczesnym czasie nie było łatwe).
Ksiądz Tadeusz nie zapominał także o organizowaniu świątecznego wspólnego grania i śpiewania umuzykalnionych dzieci. Zapraszał je z najróżniejszymi instrumentami i jak mawiał „tym co kto miał do robienia hałasu”.
Choć nie był już najmłodszy, dla ministrantów miał zawsze czas zarówno na długie rozmowy jak i wspólne kopanie piłki.
Nie można nie wspomnieć, o zapoczątkowaniu przez księdza sprawowania mszy św. po łacinie, z czytaniami i kazaniem w języku angielskim, by zachęcić obcokrajowców do wspólnej modlitwy. W niedzielę na zakończenie każdej mszy świętej opowiadał żart, żeby wprawić w dobry nastrój wiernych.
Ks. Tadeusz znany był również z oddania chorym - był dla nich na każde ich zawołanie. Niosąc posługę sakramentalną miał zwyczaj zabierać ze sobą dla każdego jakiś drobiazg. Były to najczęściej słodycze, owoce lub kompot. Posługiwał także, z wielkim oddaniem, jako kapelan w Szpitalu Reumatologicznym w Sopocie.
Nie sposób przecenić pracę duszpasterską Księdza, prowadzoną w różnych środowiskach. W celu załatwienia potrzebnych spraw nie obawiał się podejmować trudnych w tamtym okresie rozmów.
Kiedy zdecydował się na budowę kościoła mógł liczyć na pomoc pracujących w Stoczni Gdyńskiej Filipińczyków, których otaczał opieką duszpasterską.
Będąc już na emeryturze, jeszcze pełen wigoru organizował pielgrzymki do Sanktuariów w Polsce i za granicą. Prowadził Klub Inteligencji Katolickiej.
Choć już minęło tyle lat zawsze będziemy pamiętać Jego charakterystyczną drobną postać, ubraną na czarno, w dużym czarnym kapeluszu, spieszącą ulicami Sopotu.
Autorzy tekstu: Anna Satora, Piotr Groth, Waldemar Szczecina.